Sprawa „słomianej zgody”

Karol Górski w książce „Matka Mortęska”, wydanej w roku 1971, twierdzi, że Magdalena Mortęska przez ostatnie kilkanaście lat życia utrzymywała przyjazną korespondencję z Zofią Dulską, przez co niezależnie od wszelkich kontrowersji i od wrogości toruńskich zakonnic zachowała między obu klasztorami przynajmniej „słomianą” zgodę. Dowodem tej zgody są przechowane w Toruniu jej listy do Dulskiej, w liczbie czterech, z lat 1621–1624, rzeczywiście utrzymane w tonie spokojnym, nawet serdecznym; można wnioskować, że w tym samym tonie pisywała i Dulska. Wprawdzie z ostatnich siedmiu lat życia obu ksień nie ma już zachowanych żadnych listów, ale Profesor nie znał też żadnych dowodów na urwanie się tej „słomianej zgody”, więc domyślnie przedłużył ją do końca, czyli do roku 1631. (więcej…)

Bratanice i siostrzenice

W biogramie Ludwika Mortęskiego, brata Magdaleny, czytamy, że miał on z małżeństwa z Anną Zborowską dwie córki: Zofię wydaną za Samuela Żalińskiego oraz nieznanego imienia benedyktynkę (1). W rzeczywistości miał ich trzy. Najstarsza nazywała się Magdalena; imię miała niewątpliwie po ciotce. Urodzona w roku 1594, w 1599 została oddana tejże ciotce na wychowanie; mieszkała w szkole klasztornej i tam zmarła na ospę 20 października 1605 (2). Kronika klasztorna w partii narracyjnej podaje ściśle datę, wiek, miejsce pochówku w kościele oraz inne okoliczności; w partiach rachunkowych natomiast wspomina kilka razy o 300 złotych, które jej ojciec wpłacał co roku na jej utrzymanie. Otóż edycja Szołdrskiego, która jest w praktyce jedynym miejscem kontaktu badaczy z tekstem kroniki chełmińskiej, większość partii rachunkowych pomija. Trudno się dziwić, że historyk Kościoła nie chciał podawać w nieskończoność, rok po roku, ile w dobrach klasztornych wysiano którego zboża, ile go zebrano, ile wyprodukowano masła, sera, połci słoniny itd.; chociaż historyk ekonomii ceniłby sobie takie informacje. Niestety jednak w tych pominiętych rachunkowych partiach, i tylko tam, kronika podaje mimochodem wiadomości zupełnie innego rodzaju, choćby właśnie z dziedziny genealogii; i trzeba dotrzeć do rękopisu, żeby je znaleźć. (więcej…)

Włości i rachunki klasztoru chełmińskiego 1579–1618

Do klasztoru chełmińskiego przed jego opustoszeniem należały następujące włości. W powiecie chełmińskim: Czyste Wielkie i Małe, Osnowo, Janowo, Mgoszcz, Rybaki; może także Zakrzewko. W powiecie świeckim, za Wisłą: Grabowo, Rutki, Łąkie (dziś: Polskie Łąki). W powiecie toruńskim: Ostaszewko (dziś nie istniejące). Prawie wszystkie te majątki w wieku XVI przeszły w ręce świeckie. Po odnowie klasztoru (1579) tylko o jeden z nich, to jest o Ostaszewko, trzeba było toczyć sądowy proces, który jednak skończył się, pomyślnie dla klasztoru, już w roku 1581 (1). Nadto, przez blisko 20 lat trwał proces graniczny, bardzo trudny, z Samuelem Konarskim, właścicielem Topólna, a sąsiadem Grabowa i Rutek. Wszystkie inne włości zwracano mniszkom bez żadnych takich trudności, jakie kronikarka uznałaby za warte zapisania; najdłużej w rękach świeckich było Zakrzewko, ale w roku 1608 strona przeciwna wycofała swoje pretensje. W Kronice Benedyktynek Chełmińskich znajdujemy po prostu kolejne wzmianki o tych włościach w miarę jak po objęciu ich zaczynano dokonywać w nich remontów i różnych inwestycji. Pierwsza jest wzmianka o Grabowie, która pojawia się w roku 1581 (2); zbudowano tam wtedy nową stodołę i jakąś izbę, może dobudówkę do dworu. Kronika sięga niestety tylko do roku 1618 – dalszy ciąg zaginął – więc możemy śledzić rozwój gospodarki klasztoru tylko przez lat trzydzieści dziewięć. Od roku 1586 zaczyna się też zakup nowych nieruchomości, których do roku 1618 włącznie nabyto dwanaście. Wreszcie od roku 1599 zaczyna się notowanie przychodu i rozchodu, tak w pieniądzach, jak i w naturze; to można śledzić przez lat 20. Na kilka problemów chciałabym tu zwrócić uwagę. (więcej…)

Na tle sporów o Regułę Reformowaną

Reguła Reformowana, wypracowana i wypróbowana w Chełmnie w latach 1580–1605 przez Magdalenę Mortęską i grono jej uczennic, jest, jak wiadomo, bardzo spójną i konsekwentną adaptacją tysiącletniego już wówczas tekstu Reguły św. Benedykta do wymagań, praw i potrzeb miejsca i epoki. Ta adaptacja była jednak krytykowana i wręcz atakowana, wielokrotnie też przyszło jej głównej autorce bronić poszczególnych jej punktów przed różnymi autorytetami kościelnymi, a nawet stawać w roli oskarżonego przed ich sądem. Ogólnie biorąc, pozycji ataku, a tym samym grup ludzkich atakujących, było cztery, każda z własnymi motywami i argumentami. (więcej…)

Dziewuszka z dworku, panna jednooka

Jest rok 1554. W zamku starościńskim w Pokrzywnie przychodzi na świat czwarte i ostatnie dziecko pana starosty, Melchiora Mortęskiego, i jego żony, Elżbiety Kostczanki. Mógł być magnacki beniaminek… ale jak to w praktyce wyglądało przez pierwsze cztery lata jej życia? Ojciec był zajęty polityką, matka chorowita. Świat dzieci ograniczał się do gromady nianiek, a przestrzennie prawdopodobnie do kilku komnat w zamku. Pokrzywno dziś jest ruiną, ale plan jest nadal czytelny. Ten dawny zamek komturów krzyżackich nie miał terenów rekreacyjnych. Dookoła mogły być ziemie uprawne, ale żeby dojść do nich ze skrzydła „pańskiego”, trzeba było przejść przez dziedziniec Wysokiego Zamku, przez bramę, przez wielki dziedziniec Niskiego Zamku, znowu brama, dalej osada posłużna… i dopiero można było szukać pola albo łąki. Z małym dzieckiem za daleka droga. Więc panięta musiały się kłębić w izbie dziecinnej, a niańki pilnowały, żeby się hałas nie rozchodził na komnaty pańskie. Mała Magdusia nauczyła się w tym czasie pacierza, na pewno słuchała bajek, może zaczęła naukę przędzenia za przykładem obu starszych sióstr. Horyzont na razie od ściany do ściany. (więcej…)