To nie było tak, że po zmartwychwstaniu Pana Jezusa uczniowie, apostołowie i wszyscy Jego bliscy najpierw się ucieszyli, że On żyje, powstał z grobu, pokonał śmierć, a potem i tak Go stracili, bo On wstąpił do Nieba i została im tylko nadzieja, że jak po tym smutnym życiu wreszcie umrą, to pójdą do Nieba i dopiero tam Go spotkają. Byłaby to słaba Dobra Nowina. I wtedy trudno byłoby zrozumieć, dlaczego św. Łukasz zapisał, że po Wniebowstąpieniu “z wielką radością wrócili do Jerozolimy” (Łk 24, 52). Bo z czego tu się cieszyć, skoro znów Go stracili?

Tymczasem opowiadania Ewangelistów o tym, co działo się po zmartwychwstaniu Pana Jezusa, zdają się nieść zupełnie inny przekaz. Choć opisy ukazywania się Zmartwychwstałego pełne są zagadek i trudno je zrozumieć (choćby dlaczego Go nie poznawali), to rzuca się w oczy, że zależało Mu bardzo na tym, by ich przekonać, że:

  • On pokonał śmierć, ta historia nie zakończyła się na Golgocie
  • On żyje i jest obecny między nimi NA ZAWSZE, nie tylko na te 40 dni
  • On jest obecny w swoim Kościele, nie mniej niż kiedy chodził po Galilei i Judei
  • Można Go spotkać w liturgii – gdy uczniowie z Emaus rozpoznali Go przy łamaniu chleba, to im zniknął, bo już zrozumieli, że On właśnie tu jest i nie potrzebują dłużej patrzeć na Niego oczami ciała

A kiedy ten przekaz do nich (przynajmniej jako tako) dotarł, dokonało się Wniebowstąpienie Pana Jezusa, które – jak słyszymy w kolekcie tej uroczystości – “jest wywyższeniem ludzkiej natury” i zapowiedzią, że i nas czeka udział w takiej chwale, jakiej Jezus (cały, z ludzką duszą i ciałem) dostąpił.

My także oczami wiary możemy wpatrywać się w jaśniejącą postać naszego Pana, uwielbionego razem z Ojcem i Duchem Świętym, i cieszyć się:

  • Jego zwycięstwem
  • pięknem miłości Osób Trójcy Świętej
  • tym, że zapragnął nam to wszystko objawić
  • i że mamy przed sobą cel tak wspaniały, że gdybyśmy już teraz do końca to zrozumieli, to umarlibyśmy z radości.

A więc w górę serca!