Światełko na adwentowym wieńcu, rozświetlające ciemną zieleń gałązek, jest jak promyk nadziei i obietnicy wśród dojmującej tęsknoty za Obecnością. Z czasem tego światła nadziei będzie coraz więcej, z każdą niedzielą Adwentu będzie go przybywać. Ale na razie to tylko jeden płomyk w gęstwinie.

Adwent to czas, w którym pragnienia naszych serc mogą zabrzmieć z całą siłą. Więcej – mogą jeszcze wzrosnąć, jeśli się w nie wsłuchamy, pozwolimy im zaistnieć. A bardzo tego potrzeba, aby zdać sobie sprawę, że one istnieją w każdym ludzkim sercu i że tak do końca nic ich nie zaspokoi poza Jedyną Miłością.

Ona – ta Miłość, której na imię Jezus – nie chce przychodzić niespodziewanie. Ona też ma w sobie pragnienie: naszej miłości, która dojrzewa w czasie. I po to jest Adwent. Żeby z tych nienasyconych pragnień i tęsknot upleść w sercu kołyskę, w której przyjmiemy Go w Święta, w której złożymy Go z wielką delikatnością, z jaką należy potraktować każdego noworodka, więc Tego tym bardziej.

Subtelny duet pragnień: Serca Boga i serca człowieka. Niech będzie muzyką tego Adwentu. Słuchaj, niech wybrzmi w ciemności. Słuchaj, jak prosi na początku Reguły św. Benedykt. Niech Twoje serce wyśpiewa swoją tęsknotę. I niech usłyszy, że Ktoś za nim tęskni.