Czasem w języku potocznym mówimy “Byłam wniebowzięta, gdy to zobaczyłam”, “jak się o tym dowiedziałam, to byłam wniebowzięta”. Oznacza to stan najwyższego szczęścia, uniesienia i zachwytu tak wielkiego, że trudno sobie większe wyobrazić.
Obchodzimy więc Uroczystość Maryi Najszczęśliwszej. Choć każde z maryjnych świąt niesie jakąś głęboką radość, to jednak zawsze jest to radość jaśniejąca pośród zmagań, trudów, tego wszystkiego, co składa się na ludzkie życie. Zwiastowanie wśród niepewności, otaczającego niezrozumienia czy wręcz zagrożenia. Boże Narodzenie w chłodzie i ubóstwie. Czy było w tym mniejsze szczęście niż w tajemnicy dzisiejszej Uroczystości? Nie, ale Wniebowzięcie niejako zbiera wszystko, z czego zostało utkane życie Maryi i wynosi je ponad to, co ziemskie. W tym wydarzeniu szczęście Maryi, całej rozkochanej w Bogu, rozbłysło jak złocisty fajerwerk na tle ciemnego Nieba, opromieniając Ziemię.
Maryja najszczęśliwsza w swoim Wniebowzięciu nie zapomniała jednak o ziemi. Wpatrzona w jaśniejące Oblicze Boga, pochyla się ku wszystkim dzieciom, powierzonym Jej na Kalwarii i proszącym Ją o wstawiennictwo. Ze wzruszeniem bierze do rąk bukiety kwiatów, ziół i plonów, które jej przynosimy i składa w Boże ręce, dziękując za opiekę Bożej Opatrzności, wychwalając Jego dobroć i polecając nas Jego Miłosierdziu.
W dzisiejszej prefacji słyszymy: Ona pierwsza osiągnęła zbawienie i stała się wizerunkiem Kościoła w chwale, a dla pielgrzymującego ludu źródłem pociechy i znakiem nadziei. Ona pierwsza, a my za Nią. Niebo czeka i na nas.


