“Jeżeli więc chcemy, aby Bóg w nas panował, w żaden sposób <<nie może królować grzech w naszym śmiertelnym ciele>>, lecz mamy zadawać śmierć temu, co w nas jest ziemskie, a przynosić owoce Ducha.” Orygenes

W Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata, wieńczącą rok liturgiczny, pojawia się w liturgii temat władzy i panowania. We fragmencie z Apokalipsy, który zamieszczono w Godzinie czytań, św. Jan opowiada o wizji Chrystusa panującego nad całym stworzeniem, którego sam wygląd napawał czcią, lękiem i najwyższym uszanowaniem. Chrystus Król to obraz, jaki malowano na sztandarach, gdy wojsko wyruszało na wojnę, w którym wielu znajdowało otuchę i nadzieję w trudnych sytuacjach: bo On ostatecznie zwycięży, zaprowadzi sprawiedliwość i przywróci właściwy porządek rzeczy.

I jest w tym racja i prawda. A jednak malując Chrystusa w koronie, zasiadającego na tronie, można pominąć ważną część tej prawdy: jedynym tronem, na którym podczas ziemskiego życia, znalazł się Jezus, był Jego Krzyż. To tam dokonało się Jego zwycięstwo, gdy do końca się uniżył i stał się całkowitym zaprzeczeniem ziemskich wyobrażeń o panowaniu. Dlatego w dzisiejszej Mszy świętej czytamy fragment Ewangelii o ukrzyżowaniu. Tak, jest tam mowa o królestwie – rozmawia o nim dwóch umierających: Dobry łotr i Jezus. Nadzieja królestwa była ostatnią myślą umierającego skazańca. I nie zawiódł się w tej nadziei, bo złożył ją w Bogu.

Ogłaszajmy Chrystusa Królem i Panem naszego życia. Nie zapominając, że Ten, który czeka na nas w swoim Królestwie i który panuje nad Wszechświatem, przyjął postać sługi i zaprosił, by Go naśladować. Niech styl Jego królowania kształtuje nasze życie. Bo nawet ten fragment z Apokalipsy kończy się stwierdzeniem, że On stoi u drzwi i kołacze, i czeka aż Mu otworzą. Bo jedyną siłą, jakiej używa, by zdobyć obywateli swego Królestwa, jest siła miłości.