Od grudnia 2017 roku organizujemy w naszym Opactwie Weekendowe Rekolekcje Benedyktyńskie. Opierają się one na myślach Ojców Pustyni, Regule św. Benedykta oraz na praktyce medytacji chrześcijańskiej Lectio Divina. Odbywają się one w całkowitym milczeniu. Istnieje możliwość skorzystania z posługi sakramentu Spowiedzi oraz indywidualnych rozmów z Siostrami, jak również udziału we wspólnej modlitwie Sióstr w kaplicy zakonnej (Monastyczna Liturgia Godzin). Konferencje zostały opracowane przez naszą siostrę Małgorzatę Borkowska.

Te rekolekcyjne ćwiczenia duchowne mają być naszym „wyjściem na pustynię”, by w ciszy doświadczyć obecności Boga. Ojcowie Pustyni oraz św. Benedykt są najlepszymi „drogowskazami” drogi do Boga, która prowadzi również przez „pustynne szlaki”.

Rekolekcje stanowią cykl trzech spotkań weekendowych. Rozpoczynają się w piątek o godz. 18:00 i kończą się w niedzielę ok. 14:00:

I stopień (fundament) – Wypłyń na głębię. Duchowość monastyczna. Doświadczenie pustyni w życiu duchowym. Grzech i Boży dar przebaczenie oraz warunki dobrej modlitwy według Ojców Pustyni. Rekolekcje to „wyjście na pustynię”. Oczywiście chodzi o pustynię rozumianą nie dosłownie, ale bardziej w znaczeniu „pustelni”. Pustelni, której można doświadczyć nawet w środku miasta, ale przy spełnieniu określonych warunków. „Wyjście na pustynię” to o wejście w pewną przestrzeń, która ułatwi nam osobiste spotkanie z Bogiem: odosobnienie; milczenie; czas wyłącznie poświęcony Bogu; zmaganie z własnymi myślami, które w klimacie pustyni będą bardziej przez nas słyszalne; chwilowe oderwanie o spraw doczesnych. Taki rodzaj doświadczenia jest szczególnie bliski duchowości monastycznej – stylowi życia mniszek czy mnichów. Cel naszej modlitwy jest odbiciem naszego celu życiowego. Czy żyjemy po to, żeby siebie zrealizować, a Pan Bóg może nam być najwyżej do tego przydatny – czy też żyjemy po to, żeby siebie oddać Bogu? Pustelnikiem zostawał człowiek, który w ten sposób chciał faktycznie i nieodwołalnie wyrazić swój wybór Boga. Ktoś mógłby tu chcieć dopowiedzieć „wybór Boga jako najwyższej wartości” – ale nie bójmy się użyć lepszego słowa: wybór Boga jako swojej najwyższej miłości. (Wartość jest pojęciem bezosobowym, miłość możliwa jest tylko między osobami.) Modlitwa to nie tylko czynność, zabierająca jakiś określony czas, i koniec. Modlitwa to przede wszystkim relacja międzyosobowa. Relacja trwała.

II stopień – Poznaj Pana – przyszedł dla naszego zbawienia. Rozważania o Wcieleniu Syna Bożego. Czy rozumiemy dobrze słowa: On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba…? Być może na co dzień zupełnie o nich nie pamiętamy, ale to one są podstawą rozumienia tego dlaczego jesteśmy chrześcijanami. Bóg wyciągnął do nas dłoń w sposób, który przewyższa nasze możliwości rozumienia. Można patrzeć z ludzkiego punktu widzenia i widzieć całą rzeczywistość krążącą wokół nas, i przeznaczoną na to, żebyśmy ją sobie układali, jak uznamy za stosowne. Ale Chrystus przyniósł nam inny punkt widzenia; okazuje się, że to my jesteśmy przeznaczeni do tego, żeby zająć przeznaczoną dla nas orbitę krążenia, której ośrodkiem jest Bóg sam. I jakże niespokojne jest nasze serce, dopóki się na tę orbitę nie dostało!

III stopień – W sercu naszego Pana. Żyjemy w świecie, który nie myśmy stworzyli i nie myśmy mu nadali cel. A żeby zrozumieć cel naszego istnienia, trzeba się, mówiąc obrazowo, wsłuchać w bicie Serca Syna Bożego. Trochę nam jednak o tym objawiono w Piśmie świętym i wolno nam to rozważać, chociaż może się komuś zdawać, że to go bezpośrednio nie dotyczy, a tym samym nie interesuje. Jeśli się zakochamy w Panu naszym, to wszystko, co go dotyczy, będzie nas serdecznie obchodzić. Wszystko zależy od tego, po co właściwie świat istnieje. A to z kolei od tego: kto go stworzył? Więc postawmy sobie podstawowe pytanie: Na czyim świecie żyjemy? Bo jeśli przypadkiem żyjemy w świecie stworzonym przez Boga, to mamy do czynienia ze Stwórcą, który mógł mieć w tym swój własny cel, z nami nie przekonsultowany, a zupełnie nie związany z naszym majątkiem, sławą, karierą czy powodzeniem. I co, jeśli go rzeczywiście miał? Kogo w takim razie pytać, co to za cel? A spytać trzeba, albo po to, żeby go z wdzięcznością przyjąć za swój, albo przynajmniej po to, żeby wiedzieć, czego się możemy na tym cudzym świecie spodziewać… Ale mamy kogo pytać i trzeba się nam, jak już powiedziano, wsłuchać w bicie Serca Syna Bożego. Syn odwiecznie w Trójcy Najświętszej miłuje Ojca. To jest treść Jego istnienia, to jest dla Niego najważniejsze. Sam nam to wiele razy powiedział. Ale powiedział także i to, że nie ma większej miłości, niż oddać życie za umiłowaną osobę. Otóż Syn Boży, nieśmiertelny, wszystko może zrobić dla Ojca, tylko tego jednego jako Bóg nie może: umrzeć, oddać życie. Najwyraźniej więc potrzebny był świat, świat istot przemijających i śmiertelnych, żeby Syn miał możność umrzeć, złożyć z siebie najpełniejszą ofiarę, a Ojciec żeby miał możność przyjąć ją i odpowiedzieć niewyobrażalnym uwielbieniem. A w takim razie całe istnienie wszechświata to jest dar wewnętrznej miłości w Trójcy Świętej.