O Trójcy Świętej

Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28,18–20).

Czy wyliczając Ojca, Syna i Ducha Świętego Chrystus Pan poucza nas o istnieniu trzech bogów? Absolutnie nie. Od wielu wieków lud wybrany był prowadzony do konieczności odrzucenia wielobóstwa i wychowywany do zrozumienia, że Bóg jest jeden, i może być tylko Jeden. I tę prawdę On potwierdza wyraźnie w swoim nauczaniu. Kiedy ktoś Go zagadnął: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? – Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą (Mk 12,29–30). I zaraz też przypomina dalszy ciąg tego wersetu: a bliźniego będziesz miłował jak siebie samego. Czyli: Bóg jest jeden, i na tym nieodwołalnym stwierdzeniu budować trzeba całe swoje wyznanie wiary i całe swoje życie: pobożność i etykę.

A jednak to sakramentalne obmycie, które nam daje wstęp do Królestwa Bożego, ma być udzielane w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Nie po prostu „w imię Boga”, ani „w imię moje”, ale z wezwaniem Trzech Osób, wymienionych jak równe sobie; nadto Chrystus Pan przedstawił się nam jako Syn Boga, z którym jest jedno (J 10,30; 14,9–10.20), ale z którym łączy Go miłość, a nie osobowa tożsamość; mówił nam o Ojcu i uczył nas postawy wobec Ojca; wreszcie obiecał – i faktycznie zesłał – Ducha Świętego. Więc stąd wiemy o Trzech Osobach. Jak to pogodzić? Po ludzku i w ramach naszej ziemskiej arytmetyki pogodzić się tego nie da; ale oba te twierdzenia znajdujemy tak jasno wyrażone w nauce naszego Pana, że nic innego nam nie pozostaje, jak wierzyć i wyznawać, że BÓG JEST JEDEN W TRZECH OSOBACH. Zważywszy, że nasz Pan na śledztwie wolał oddać życie niż zaprzeczyć, że jest Synem Bożym (Mk 14,61–62 i Łk 22,70) – musimy przyznać, że tę prawdę czerpiemy z bardzo pewnego źródła.

Co jeszcze wiemy? Że chociaż Trzy Osoby są Jednym Bogiem wiecznym i prawdziwym – i że żadna nie jest mniej wieczna ani mniej boska od innych – niemniej, jeżeli Druga Osoba Boska przedstawia się nam jako „Syn”, czyli do określenia siebie używa słowa wziętego ze stosunków ludzkich, z pojęć rodzinnych – to tym samym stwierdza, że pochodzi od Pierwszej Osoby, którą (po ludzku) nazywa Ojcem. Mówi też o Trzeciej Osobie, że pochodzi Ona od Ojca (J 14,16.26), ale i od Syna, skoro Syn Ją przyśle (J 15,26; 16,7). Więc wiemy, że Syn Boży pochodzi od Ojca, a Duch Święty od Ojca i Syna. Oczywiście nasz język okazuje się bardzo niedokładnym narzędziem do wyrażenia rzeczywistości Boskiej, i nic dziwnego, skoro wszystkie jego pojęcia wzięte są z realiów ziemskich. Ale nawet czekając na pełne widzenie możliwe dopiero w niebie, znajdujemy tu na ziemi w objawieniu biblijnym dość przesłanek dla naszej adoracji.

Czego się więc jeszcze domyślamy? Już pod koniec Starego Przymierza zjawia się w myśli autorów natchnionych idea Mądrości Bożej, traktowanej wręcz osobowo; jakby jakiś towarzysz i wspólnik Boga w dziele twórczym (zob. zwłaszcza Mdr 9). Św. Jan idzie dalej tą samą drogą i w prologu do Ewangelii nazywa Syna Bożego odwiecznym Słowem Ojca (J 1,1nn). Nie chodzi oczywiście o słowo-dźwięk, bo Bóg nie ma ust i języka i nie przemawia dźwiękami. Zresztą przed stworzeniem aniołów i świata nie miał do kogo przemawiać, a mimo to wypowiadał to „Słowo”. (Mówiąc „przed”, nie chcemy traktować Boga czasowo, a tylko stwierdzamy, że stworzenie czegokolwiek nie jest istotną koniecznością natury Bożej i że Bóg wypowiada swoje odwieczne Słowo w absolutnej niezależności od istnienia czy nieistnienia stworzeń.) Jest to więc nie dźwięk, ale myśl Boża. O czym? Nic oprócz Boga samego nie jest odwieczne i nie może być tematem odwiecznej myśli Bożej. A więc jest to Jego myśl o Sobie samym. Uczą nas Apostołowie, że Syn Boży jest dokładnym Obrazem Ojca; odblaskiem Jego Chwały i odbiciem Jego istoty (Hbr 1,3). Kiedy my myślimy o sobie, nasza myśl jest tylko myślą, nie jest osobą. Boża Myśl-o-Sobie jest Osobą: Jego – jak nazywamy – Synem. Te dwie Osoby łączy wzajemny zachwyt i Miłość, i ta Miłość też jest Osobą: Duchem Świętym (Św. Jan: Bóg jest Miłością, 1 J 4,8.) Bóg, Trójca Święta, jest nierozdzielną jednością i związkiem miłości trzech Osób. Domyślamy się więc, że tak jak Syn Boży jest Osobą-Poznaniem, tak Duch Święty jest Osobą-Miłością. Miłością między Ojcem i Synem. Ktoś powiedział, że Bóg dlatego jest Trójcą, żeby móc być miłością (Lewis, Listy do Piołuna), bo żeby kochać, trzeba mieć kogo kochać. Bóg już sam w sobie ma kogo kochać w Trójcy Świętej, a nie dopiero stworzenie stwarza, żeby mieć przedmiot miłości.

Wiemy także, iż Osoby Boskie działają razem, wspólnie, we wszystkim. Często przypisujemy dzieło stworzenia Ojcu, dzieło Zbawienia Synowi, a dzieło Uświęcenia – Duchowi Świętemu; ale to tylko schemat myślenia, niezupełnie słuszny. W Biblii przecież po wiele razy czytamy, że Słowo Boże miało udział w stworzeniu; więcej, że go dokonało. Albo mówimy, że to Duch Święty jest źródłem poznania – tak jakby Syn nie pouczał nas o Ojcu przez kilka lat osobiście. Bóg jest jeden, i Jego działanie, choć wieloaspektowe, jest jedno, wspólne wszystkim Osobom. A już na pewno nie ma w Nim konfliktów, wbrew popularnemu ujęciu, głoszącemu, że Ojciec się gniewa, a Syn przebacza: jakby Syn mógł cokolwiek robić sam tylko, albo nawet za plecami Ojca… a nie dla Jego miłości i Jego chwały. Na tę wspólność działania wskazują choćby zanotowane przez Ewangelistów interwencje Boga Ojca, kiedy Jego głos przedstawia Jezusa jako Syna i nakazuje ludziom, by Go słuchali (Mt 3,17; 17,5). I sam Syn wyznaje, że nie mógłby robić nic innego, niż to, co robi Ojciec (J 5,19).

Czy wiedza o tym wszystkim jest nam do czegokolwiek potrzebna? Jeśli traktujemy Boga użytkowo, jako Kogoś, kto może czasem spełnić naszą prośbę i na tym koniec – to nie. Ale jeśli czcimy i miłujemy Chrystusa, to tak. Bo w takim razie pragniemy Go zrozumieć; a nie da się zrozumieć Jego Serca bez pamięci o Jego miłości do Ojca. On sam deklaruje tę miłość po wiele razy, zaczynając od epizodu pozostania w świątyni, w dzieciństwie jeszcze, po święcie (Łk 2,49); i nasz błąd, jeśli dotychczas na te wszystkie Jego słowa nie zwracaliśmy uwagi, pochłonięci jedynie szukaniem świadectw o Jego miłości do nas. Podstawową Rzeczywistością jest Trójca Święta i miłość panująca w Trójcy Świętej. My i cały wszechświat to dopiero rzeczywistość wtórna.

A dalej, to, co my w swoich rozumkach nazywamy zbawieniem, to nie jest jakaś tylko kraina odpoczynku albo wiecznych łowów, miłe spotkania i spacery po rajskim ogrodzie, ani nawet jakieś wieczne nabożeństwo; ale coś o wiele, wiele więcej. Jesteśmy zaproszeni i wezwani, więcej: jesteśmy stworzeni do udziału w synostwie Bożym, do miłowania Ojca tą samą Miłością, którą Syn Go kocha: Duchem Świętym. Syn okazał dowodnie swoją Miłość, oddając Mu życie w ofierze; sam przecież powiedział, że oddanie życia dla kogoś ukochanego jest największym możliwym przejawem miłości (por. J 15,13). Nas obejmuje tą samą Miłością synowską; przez nas także ma ona płynąć. Wyobraźnia nasza w te sfery nie sięga i nie ma sensu tam jej posyłać. Wiemy, że Bóg do tego nas stworzył, i w takim celu chce naszej współpracy tu na ziemi, na zasadach, które nam podał; to dlatego cała chrześcijańska nauka moralna płynie z dogmatu o Trójcy Świętej.

Małgorzata Borkowska OSB


Przeczytaj także

Prof. Anna Świderkówna, Bóg poza liczbą

Prof. Anna Świderkówna, Trzy osoby

„Mistyczny Niedźwiedź”, kilka słów na temat najnowszej książki naszej siostry Małgorzaty „Porozmawiajmy jak Borkowska z Borkowskim”

Zrobiło się o niej głośno na początku 2018 roku. Wydała „Oślicę Balaama” i zawrzało. Sędziwa zakonnica skrytykowała księży za homilie, właściwie za ich brak, bo część z tych wysłuchanych przez nią cierpliwie w klasztornej kaplicy nie zasługiwała na takie miano. Wysłuchała, nie protestowała na głos, nie mogła, a jeśli już, to nie od razu, robiła notatki. Nie planowała wydawać zapisków, choć sporo swoich książek zdążyła już opublikować. Nie byłoby z tym większego kłopotu. Musiały widocznie kilka lat leżakować, jak wino. No i dobrze się stało, nabrały smaku. Kaznodziejstwo na początku XXI wieku? Ewangelia niezmienna, ale zmieniają się jej głosiciele. Czy tylko księża? Niekoniecznie. Lawinowo posypały się komentarze, dyskusje, recenzje, wywiady. Wielu znalazło w Oślicy siostrzaną duszę. Zatem kim jest ta „kwaśna cytryna” (komentarz w sieci)? (więcej…)

Św. Benedykt: patron czyli ojciec

Święci są zapisem Słowa Bożego w życiu. I dlatego dzisiaj św. Benedykt jest dla nas otwartą księgą, z której będziemy próbowali czytać.

Przede wszystkim dziś jest święto patronalne. Warto zastanowić się i przypomnieć, co oznacza słowo „patron”? Ma ono związek ścisły ze słowem „ojciec”. Oznacza ono – obrońca pośrednik, opiekun, wstawiający się. Ale my spróbujemy wziąć to pojęcie ojca, który jest u początku życia tego Zakonu, tej linii duchowości i ojca, który jest wychowawcą, chociaż już nie chodzi pomiędzy nami, od długiego czasu. Taki Patron musi znać sprawę swoich podopiecznych, musi mieć jakieś doświadczenie, musi przejść pewną drogą i zapewne dlatego różni święci są patronami od różnych spraw – mieli bowiem jakieś doświadczenie. Doświadczenie Ojca Benedykta jest właściwie fundamentalne dla nas, dla naszej kultury i dla tego Zakonu. Można by powiedzieć, że w życiu ojca ma się objawiać też życie dzieci. Innymi słowy: to co przeszedł ojciec, jakoś duchowo też muszą przechodzić dzieci. I dlatego dzisiaj właśnie Benedykt jest dla nas tą otwartą księgą. (więcej…)

O wróblu na dachu i tramwaju pełnym chwały Boga, czyli czym jest duchowość – gdzie jej szukać i jak o nią dbać?

Przetłumaczmy postawione w tytule pytanie z języka rzeczowego na język osobowy. Umyślnie dałam taki tytuł, żeby go zmienić! Duchowość – to jest coś, jakiś jakby aspekt mnie samej; pojęcie, abstrakcja, rzecz bezosobowa jak odbicie w lustrze. Jako taka po prostu mnie nie obchodzi. Szukam osobowego kontaktu z osobą. Więc pytam: Kim jest Bóg – gdzie Go szukać i jak dbać o możliwość kontaktu z Nim? (więcej…)

Droga Krzyżowa

„Przez ile dróg musi przejść każdy z nas,
by mógł człowiekiem się stać?”

Przemierzamy różne drogi; po jednych kroczymy z entuzjazmem, z innych wolelibyśmy uciec, jeszcze inne, choć trudne,  przynoszą poczucie, że było warto, bo są owoce. W Wielkim Poście Pan Bóg pokazuje nam drogę wyjątkową, nie do porównania z żadną inną – swoją Drogę Krzyżową. On sam chce nas nią poprowadzić, chce pójść nią razem z nami, bo to jest Jego droga. (więcej…)

O pozwoleniu na noszenie broni palnej dla zakonnic, „kieszonkowym Pinchasie dla ubogich” i laurce z piekła, czyli słów parę o gniewie w świetle Ps 119

Gniew mnie ogarnia z powodu grzeszników, porzucających Twe Prawo (Ps 119,53).

Odmawiając ten werset, nie możemy zapomnieć, że w kolejce do naszego gniewu pierwsze miejsce zajmujemy my sami. Jesteśmy bowiem jedynymi grzesznikami, których odejście od Prawa Bożego rzeczywiście widzimy; a więc i jedynymi, których wolno nam osądzać. Jeżeli s. Marcybella, odmawiając ten werset, interpretuje go tak: „Słusznie się wściekłam i nagadałam Zycie, bo ona przekroczyła zakaz reguły” – to daje dowód, że nigdy nie czytała słów Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Powinna raczej myśleć tak: „Panie, porzucam Twoje Prawo, ilekroć się złoszczę na Zytę; nie mam się czym chwalić; daruj i jej, i mnie”. (więcej…)

O pocałunku i pieśni na lirze, czyli słów parę o liturgii

Od przynajmniej sześciu wieków słyszy się w Kościele, że modlitwa może być albo ustna, albo myślna, jak gdyby jedna z nich automatycznie wykluczała drugą! – i że ustna w porównaniu z myślną niewiele jest warta. Oraz że do ustnej zalicza się także modlitwę liturgiczną. Toteż od pięciu wieków powstają zakony, które albo w ogóle ze wspólnych modlitw rezygnują, albo je ograniczają do minimum. Oszczędzają czas na rozmyślanie. Ostateczny wyraz tego przekonania znajdował się w modnym przez kilka stuleci układaniu schematów rozważań na czas liturgii, mszalnej i brewiarzowej, żeby czymś pobożnym zająć myśli, podczas gdy usta trzepią. (więcej…)

O słowie „siostra”, czyli zakonnice i księża, siostry i bracia

Przede wszystkim i po pierwsze: nigdy nie należy mówić do zakonnic „Siostrzyczko”. Tylko „Siostro”. Tamto zdrobnienie wcale nie budzi skojarzenia z żadną serdecznością, ale raczej ze zniżaniem się do jakiejś istoty drugiego sortu, najwyżej może zniżaniem się łaskawym. Ale zdecydowanie pachnie pogardą, i zakonnica to czuje: nie raz już się z tym spotkała. (więcej…)

O powołaniu w duchu św. Benedykta

W języku polskim mamy tę trudność, że „modlić się” jest gramatycznie tzw. czasownikiem zwrotnym: „modlić się” to u nas jak „myć się”, „pokazać się” – czynność zwrócona do samego siebie, skupiona na samym sobie. W rzeczywistości modlitwa jest z istoty swojej relacją międzyosobową, i to skoncentrowaną na Kimś drugim. A przynajmniej powinna być. Inaczej jest tylko kręceniem się wokół siebie samego, jak pies wokół własnego ogona. W takim wypadku, kiedy to jest modlitwa prośby, traktujemy Boga jak automat sprzedający czekoladę: nacisnąć guziczek, i już mamy, a jeśli nie mamy, to się skarżymy na usterki. (więcej…)

O figach, prażonym ziarnie i dzbanku wina z wodą dla Jezusa… czyli o św. Marii i św. Marcie z Betanii

Wzmianka o Marii i Marcie (zob. Łk 10,38–42) natychmiast budzi skojarzenia: droga kontemplacyjna i droga czynna, i czy ważniejsza modlitwa czy działalność, itd. Moi słuchacze, jako kaznodzieje i duszpasterze, już się czują odesłani z Martą do kuchni… – a to wcale nie o to chodzi, która droga; tylko o to, jak się po niej idzie. (więcej…)