„Reguła Reformowana” z 1606 roku. Nowe wydanie po czterystu latach

Po wielu miesiącach prac edytorsko-redakcyjnych udało się wydać tzw. Regułę Reformowaną, a więc tekst Reguły św. Benedykta w interpretacji benedyktynki Sługi Bożej Magdaleny Mortęskiej. Odegrał on bardzo ważną, wręcz kluczową, rolę w procesie odradzania się żeńskiego życia zakonnego w Polsce po reformacji. Umożliwił wcielenie postanowień Soboru Trydenckiego (1545–1563) w realia codziennego życia mniszek w naszym kraju. Pewnie dlatego ksieni Mortęska bywa nazywana polską Teresą Wielką, a jej dzieło określane reformą chełmińską dało początek świeżemu spojrzeniu na styl życia mniszego.

(więcej…)

O Trójcy Świętej

Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28,18–20).

Czy wyliczając Ojca, Syna i Ducha Świętego Chrystus Pan poucza nas o istnieniu trzech bogów? Absolutnie nie. Od wielu wieków lud wybrany był prowadzony do konieczności odrzucenia wielobóstwa i wychowywany do zrozumienia, że Bóg jest jeden, i może być tylko Jeden. I tę prawdę On potwierdza wyraźnie w swoim nauczaniu. Kiedy ktoś Go zagadnął: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? – Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą (Mk 12,29–30). I zaraz też przypomina dalszy ciąg tego wersetu: a bliźniego będziesz miłował jak siebie samego. Czyli: Bóg jest jeden, i na tym nieodwołalnym stwierdzeniu budować trzeba całe swoje wyznanie wiary i całe swoje życie: pobożność i etykę.

A jednak to sakramentalne obmycie, które nam daje wstęp do Królestwa Bożego, ma być udzielane w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Nie po prostu „w imię Boga”, ani „w imię moje”, ale z wezwaniem Trzech Osób, wymienionych jak równe sobie; nadto Chrystus Pan przedstawił się nam jako Syn Boga, z którym jest jedno (J 10,30; 14,9–10.20), ale z którym łączy Go miłość, a nie osobowa tożsamość; mówił nam o Ojcu i uczył nas postawy wobec Ojca; wreszcie obiecał – i faktycznie zesłał – Ducha Świętego. Więc stąd wiemy o Trzech Osobach. Jak to pogodzić? Po ludzku i w ramach naszej ziemskiej arytmetyki pogodzić się tego nie da; ale oba te twierdzenia znajdujemy tak jasno wyrażone w nauce naszego Pana, że nic innego nam nie pozostaje, jak wierzyć i wyznawać, że BÓG JEST JEDEN W TRZECH OSOBACH. Zważywszy, że nasz Pan na śledztwie wolał oddać życie niż zaprzeczyć, że jest Synem Bożym (Mk 14,61–62 i Łk 22,70) – musimy przyznać, że tę prawdę czerpiemy z bardzo pewnego źródła.

Co jeszcze wiemy? Że chociaż Trzy Osoby są Jednym Bogiem wiecznym i prawdziwym – i że żadna nie jest mniej wieczna ani mniej boska od innych – niemniej, jeżeli Druga Osoba Boska przedstawia się nam jako „Syn”, czyli do określenia siebie używa słowa wziętego ze stosunków ludzkich, z pojęć rodzinnych – to tym samym stwierdza, że pochodzi od Pierwszej Osoby, którą (po ludzku) nazywa Ojcem. Mówi też o Trzeciej Osobie, że pochodzi Ona od Ojca (J 14,16.26), ale i od Syna, skoro Syn Ją przyśle (J 15,26; 16,7). Więc wiemy, że Syn Boży pochodzi od Ojca, a Duch Święty od Ojca i Syna. Oczywiście nasz język okazuje się bardzo niedokładnym narzędziem do wyrażenia rzeczywistości Boskiej, i nic dziwnego, skoro wszystkie jego pojęcia wzięte są z realiów ziemskich. Ale nawet czekając na pełne widzenie możliwe dopiero w niebie, znajdujemy tu na ziemi w objawieniu biblijnym dość przesłanek dla naszej adoracji.

Czego się więc jeszcze domyślamy? Już pod koniec Starego Przymierza zjawia się w myśli autorów natchnionych idea Mądrości Bożej, traktowanej wręcz osobowo; jakby jakiś towarzysz i wspólnik Boga w dziele twórczym (zob. zwłaszcza Mdr 9). Św. Jan idzie dalej tą samą drogą i w prologu do Ewangelii nazywa Syna Bożego odwiecznym Słowem Ojca (J 1,1nn). Nie chodzi oczywiście o słowo-dźwięk, bo Bóg nie ma ust i języka i nie przemawia dźwiękami. Zresztą przed stworzeniem aniołów i świata nie miał do kogo przemawiać, a mimo to wypowiadał to „Słowo”. (Mówiąc „przed”, nie chcemy traktować Boga czasowo, a tylko stwierdzamy, że stworzenie czegokolwiek nie jest istotną koniecznością natury Bożej i że Bóg wypowiada swoje odwieczne Słowo w absolutnej niezależności od istnienia czy nieistnienia stworzeń.) Jest to więc nie dźwięk, ale myśl Boża. O czym? Nic oprócz Boga samego nie jest odwieczne i nie może być tematem odwiecznej myśli Bożej. A więc jest to Jego myśl o Sobie samym. Uczą nas Apostołowie, że Syn Boży jest dokładnym Obrazem Ojca; odblaskiem Jego Chwały i odbiciem Jego istoty (Hbr 1,3). Kiedy my myślimy o sobie, nasza myśl jest tylko myślą, nie jest osobą. Boża Myśl-o-Sobie jest Osobą: Jego – jak nazywamy – Synem. Te dwie Osoby łączy wzajemny zachwyt i Miłość, i ta Miłość też jest Osobą: Duchem Świętym (Św. Jan: Bóg jest Miłością, 1 J 4,8.) Bóg, Trójca Święta, jest nierozdzielną jednością i związkiem miłości trzech Osób. Domyślamy się więc, że tak jak Syn Boży jest Osobą-Poznaniem, tak Duch Święty jest Osobą-Miłością. Miłością między Ojcem i Synem. Ktoś powiedział, że Bóg dlatego jest Trójcą, żeby móc być miłością (Lewis, Listy do Piołuna), bo żeby kochać, trzeba mieć kogo kochać. Bóg już sam w sobie ma kogo kochać w Trójcy Świętej, a nie dopiero stworzenie stwarza, żeby mieć przedmiot miłości.

Wiemy także, iż Osoby Boskie działają razem, wspólnie, we wszystkim. Często przypisujemy dzieło stworzenia Ojcu, dzieło Zbawienia Synowi, a dzieło Uświęcenia – Duchowi Świętemu; ale to tylko schemat myślenia, niezupełnie słuszny. W Biblii przecież po wiele razy czytamy, że Słowo Boże miało udział w stworzeniu; więcej, że go dokonało. Albo mówimy, że to Duch Święty jest źródłem poznania – tak jakby Syn nie pouczał nas o Ojcu przez kilka lat osobiście. Bóg jest jeden, i Jego działanie, choć wieloaspektowe, jest jedno, wspólne wszystkim Osobom. A już na pewno nie ma w Nim konfliktów, wbrew popularnemu ujęciu, głoszącemu, że Ojciec się gniewa, a Syn przebacza: jakby Syn mógł cokolwiek robić sam tylko, albo nawet za plecami Ojca… a nie dla Jego miłości i Jego chwały. Na tę wspólność działania wskazują choćby zanotowane przez Ewangelistów interwencje Boga Ojca, kiedy Jego głos przedstawia Jezusa jako Syna i nakazuje ludziom, by Go słuchali (Mt 3,17; 17,5). I sam Syn wyznaje, że nie mógłby robić nic innego, niż to, co robi Ojciec (J 5,19).

Czy wiedza o tym wszystkim jest nam do czegokolwiek potrzebna? Jeśli traktujemy Boga użytkowo, jako Kogoś, kto może czasem spełnić naszą prośbę i na tym koniec – to nie. Ale jeśli czcimy i miłujemy Chrystusa, to tak. Bo w takim razie pragniemy Go zrozumieć; a nie da się zrozumieć Jego Serca bez pamięci o Jego miłości do Ojca. On sam deklaruje tę miłość po wiele razy, zaczynając od epizodu pozostania w świątyni, w dzieciństwie jeszcze, po święcie (Łk 2,49); i nasz błąd, jeśli dotychczas na te wszystkie Jego słowa nie zwracaliśmy uwagi, pochłonięci jedynie szukaniem świadectw o Jego miłości do nas. Podstawową Rzeczywistością jest Trójca Święta i miłość panująca w Trójcy Świętej. My i cały wszechświat to dopiero rzeczywistość wtórna.

A dalej, to, co my w swoich rozumkach nazywamy zbawieniem, to nie jest jakaś tylko kraina odpoczynku albo wiecznych łowów, miłe spotkania i spacery po rajskim ogrodzie, ani nawet jakieś wieczne nabożeństwo; ale coś o wiele, wiele więcej. Jesteśmy zaproszeni i wezwani, więcej: jesteśmy stworzeni do udziału w synostwie Bożym, do miłowania Ojca tą samą Miłością, którą Syn Go kocha: Duchem Świętym. Syn okazał dowodnie swoją Miłość, oddając Mu życie w ofierze; sam przecież powiedział, że oddanie życia dla kogoś ukochanego jest największym możliwym przejawem miłości (por. J 15,13). Nas obejmuje tą samą Miłością synowską; przez nas także ma ona płynąć. Wyobraźnia nasza w te sfery nie sięga i nie ma sensu tam jej posyłać. Wiemy, że Bóg do tego nas stworzył, i w takim celu chce naszej współpracy tu na ziemi, na zasadach, które nam podał; to dlatego cała chrześcijańska nauka moralna płynie z dogmatu o Trójcy Świętej.

Małgorzata Borkowska OSB


Przeczytaj także

Prof. Anna Świderkówna, Bóg poza liczbą

Prof. Anna Świderkówna, Trzy osoby


Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, ur. w 1939 r., benedyktynka, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Studiowała filologię polską i filozofię na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologię na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora honoris causa. Autorka wielu prac teologicznych i historycznych, felietonistka. Napisała m.in. nagrodzoną (KLIO) w 1997 roku monografię „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII do końca XVIII wieku”. Wielką popularność zyskała wydając „Oślicę Balaama. Apel do duchownych panów” (2018). Obecnie wygłasza konferencje w ramach Weekendowych Rekolekcji Benedyktyńskich w Opactwie w Żarnowcu na Pomorzu, w którym pełni funkcję przeoryszy.

„Mistyczny Niedźwiedź”, kilka słów na temat najnowszej książki naszej siostry Małgorzaty „Porozmawiajmy jak Borkowska z Borkowskim”

Zrobiło się o niej głośno na początku 2018 roku. Wydała „Oślicę Balaama” i zawrzało. Sędziwa zakonnica skrytykowała księży za homilie, właściwie za ich brak, bo część z tych wysłuchanych przez nią cierpliwie w klasztornej kaplicy nie zasługiwała na takie miano. Wysłuchała, nie protestowała na głos, nie mogła, a jeśli już, to nie od razu, robiła notatki. Nie planowała wydawać zapisków, choć sporo swoich książek zdążyła już opublikować. Nie byłoby z tym większego kłopotu. Musiały widocznie kilka lat leżakować, jak wino. No i dobrze się stało, nabrały smaku. Kaznodziejstwo na początku XXI wieku? Ewangelia niezmienna, ale zmieniają się jej głosiciele. Czy tylko księża? Niekoniecznie. Lawinowo posypały się komentarze, dyskusje, recenzje, wywiady. Wielu znalazło w Oślicy siostrzaną duszę. Zatem kim jest ta „kwaśna cytryna” (komentarz w sieci)? (więcej…)

Św. Benedykt: patron czyli ojciec

Święci są zapisem Słowa Bożego w życiu. I dlatego dzisiaj św. Benedykt jest dla nas otwartą księgą, z której będziemy próbowali czytać.

Przede wszystkim dziś jest święto patronalne. Warto zastanowić się i przypomnieć, co oznacza słowo „patron”? Ma ono związek ścisły ze słowem „ojciec”. Oznacza ono – obrońca pośrednik, opiekun, wstawiający się. Ale my spróbujemy wziąć to pojęcie ojca, który jest u początku życia tego Zakonu, tej linii duchowości i ojca, który jest wychowawcą, chociaż już nie chodzi pomiędzy nami, od długiego czasu. Taki Patron musi znać sprawę swoich podopiecznych, musi mieć jakieś doświadczenie, musi przejść pewną drogą i zapewne dlatego różni święci są patronami od różnych spraw – mieli bowiem jakieś doświadczenie. Doświadczenie Ojca Benedykta jest właściwie fundamentalne dla nas, dla naszej kultury i dla tego Zakonu. Można by powiedzieć, że w życiu ojca ma się objawiać też życie dzieci. Innymi słowy: to co przeszedł ojciec, jakoś duchowo też muszą przechodzić dzieci. I dlatego dzisiaj właśnie Benedykt jest dla nas tą otwartą księgą. (więcej…)

O wróblu na dachu i tramwaju pełnym chwały Boga, czyli czym jest duchowość – gdzie jej szukać i jak o nią dbać?

Przetłumaczmy postawione w tytule pytanie z języka rzeczowego na język osobowy. Umyślnie dałam taki tytuł, żeby go zmienić! Duchowość – to jest coś, jakiś jakby aspekt mnie samej; pojęcie, abstrakcja, rzecz bezosobowa jak odbicie w lustrze. Jako taka po prostu mnie nie obchodzi. Szukam osobowego kontaktu z osobą. Więc pytam: Kim jest Bóg – gdzie Go szukać i jak dbać o możliwość kontaktu z Nim? (więcej…)

Droga Krzyżowa

„Przez ile dróg musi przejść każdy z nas,
by mógł człowiekiem się stać?”

Przemierzamy różne drogi; po jednych kroczymy z entuzjazmem, z innych wolelibyśmy uciec, jeszcze inne, choć trudne,  przynoszą poczucie, że było warto, bo są owoce. W Wielkim Poście Pan Bóg pokazuje nam drogę wyjątkową, nie do porównania z żadną inną – swoją Drogę Krzyżową. On sam chce nas nią poprowadzić, chce pójść nią razem z nami, bo to jest Jego droga. (więcej…)

O pozwoleniu na noszenie broni palnej dla zakonnic, „kieszonkowym Pinchasie dla ubogich” i laurce z piekła, czyli słów parę o gniewie w świetle Ps 119

Gniew mnie ogarnia z powodu grzeszników, porzucających Twe Prawo (Ps 119,53).

Odmawiając ten werset, nie możemy zapomnieć, że w kolejce do naszego gniewu pierwsze miejsce zajmujemy my sami. Jesteśmy bowiem jedynymi grzesznikami, których odejście od Prawa Bożego rzeczywiście widzimy; a więc i jedynymi, których wolno nam osądzać. Jeżeli s. Marcybella, odmawiając ten werset, interpretuje go tak: „Słusznie się wściekłam i nagadałam Zycie, bo ona przekroczyła zakaz reguły” – to daje dowód, że nigdy nie czytała słów Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Powinna raczej myśleć tak: „Panie, porzucam Twoje Prawo, ilekroć się złoszczę na Zytę; nie mam się czym chwalić; daruj i jej, i mnie”. (więcej…)

O pocałunku i pieśni na lirze, czyli słów parę o liturgii

Od przynajmniej sześciu wieków słyszy się w Kościele, że modlitwa może być albo ustna, albo myślna, jak gdyby jedna z nich automatycznie wykluczała drugą! – i że ustna w porównaniu z myślną niewiele jest warta. Oraz że do ustnej zalicza się także modlitwę liturgiczną. Toteż od pięciu wieków powstają zakony, które albo w ogóle ze wspólnych modlitw rezygnują, albo je ograniczają do minimum. Oszczędzają czas na rozmyślanie. Ostateczny wyraz tego przekonania znajdował się w modnym przez kilka stuleci układaniu schematów rozważań na czas liturgii, mszalnej i brewiarzowej, żeby czymś pobożnym zająć myśli, podczas gdy usta trzepią. (więcej…)

O słowie „siostra”, czyli zakonnice i księża, siostry i bracia

Przede wszystkim i po pierwsze: nigdy nie należy mówić do zakonnic „Siostrzyczko”. Tylko „Siostro”. Tamto zdrobnienie wcale nie budzi skojarzenia z żadną serdecznością, ale raczej ze zniżaniem się do jakiejś istoty drugiego sortu, najwyżej może zniżaniem się łaskawym. Ale zdecydowanie pachnie pogardą, i zakonnica to czuje: nie raz już się z tym spotkała. (więcej…)

O powołaniu w duchu św. Benedykta

W języku polskim mamy tę trudność, że „modlić się” jest gramatycznie tzw. czasownikiem zwrotnym: „modlić się” to u nas jak „myć się”, „pokazać się” – czynność zwrócona do samego siebie, skupiona na samym sobie. W rzeczywistości modlitwa jest z istoty swojej relacją międzyosobową, i to skoncentrowaną na Kimś drugim. A przynajmniej powinna być. Inaczej jest tylko kręceniem się wokół siebie samego, jak pies wokół własnego ogona. W takim wypadku, kiedy to jest modlitwa prośby, traktujemy Boga jak automat sprzedający czekoladę: nacisnąć guziczek, i już mamy, a jeśli nie mamy, to się skarżymy na usterki. (więcej…)