O pocałunku i pieśni na lirze, czyli słów parę o liturgii

Od przynajmniej sześciu wieków słyszy się w Kościele, że modlitwa może być albo ustna, albo myślna, jak gdyby jedna z nich automatycznie wykluczała drugą! – i że ustna w porównaniu z myślną niewiele jest warta. Oraz że do ustnej zalicza się także modlitwę liturgiczną. Toteż od pięciu wieków powstają zakony, które albo w ogóle ze wspólnych modlitw rezygnują, albo je ograniczają do minimum. Oszczędzają czas na rozmyślanie. Ostateczny wyraz tego przekonania znajdował się w modnym przez kilka stuleci układaniu schematów rozważań na czas liturgii, mszalnej i brewiarzowej, żeby czymś pobożnym zająć myśli, podczas gdy usta trzepią. Zresztą nawet i w naszych czasach miewa się wrażenie, że celebrans, który zaraz po powitaniu wiernych powiadamia ich z góry, o czym będzie dzisiejsza Ewangelia, robi to po to, żeby mieli czym od razu zająć myśli podczas recytacji spowiedzi powszechnej, Kyrie i Gloria… w przekonaniu, że teksty liturgiczne to właśnie recytacja tylko, bez własnej treści, a nie modlitwa.

Otóż takie ujęcie jest – po pierwsze – psychologicznie błędne: modlitwa ustna bez jednoczesnej myślnej byłaby rzeczywiście niewiele warta, ale przecież nie po to bierze się brewiarz, albo i różaniec, żeby tylko klepać. A po drugie, jest to ujęcie beznadziejnie subiektywne: bierze pod uwagę wyłącznie ludzką stronę modlitwy, a zupełnie ignoruje Bożą rzeczywistość. (więcej…)

O słowie „siostra”, czyli zakonnice i księża, siostry i bracia

Przede wszystkim i po pierwsze: nigdy nie należy mówić do zakonnic „Siostrzyczko”. Tylko „Siostro”. Tamto zdrobnienie wcale nie budzi skojarzenia z żadną serdecznością, ale raczej ze zniżaniem się do jakiejś istoty drugiego sortu, najwyżej może zniżaniem się łaskawym. Ale zdecydowanie pachnie pogardą, i zakonnica to czuje: nie raz już się z tym spotkała. (więcej…)

O powołaniu w duchu św. Benedykta

W języku polskim mamy tę trudność, że „modlić się” jest gramatycznie tzw. czasownikiem zwrotnym: „modlić się” to u nas jak „myć się”, „pokazać się” – czynność zwrócona do samego siebie, skupiona na samym sobie. W rzeczywistości modlitwa jest z istoty swojej relacją międzyosobową, i to skoncentrowaną na Kimś drugim. A przynajmniej powinna być. Inaczej jest tylko kręceniem się wokół siebie samego, jak pies wokół własnego ogona. W takim wypadku, kiedy to jest modlitwa prośby, traktujemy Boga jak automat sprzedający czekoladę: nacisnąć guziczek, i już mamy, a jeśli nie mamy, to się skarżymy na usterki. (więcej…)

O figach, prażonym ziarnie i dzbanku wina z wodą dla Jezusa… czyli o św. Marii i św. Marcie z Betanii

Wzmianka o Marii i Marcie (zob. Łk 10,38–42) natychmiast budzi skojarzenia: droga kontemplacyjna i droga czynna, i czy ważniejsza modlitwa czy działalność, itd. Moi słuchacze, jako kaznodzieje i duszpasterze, już się czują odesłani z Martą do kuchni… – a to wcale nie o to chodzi, która droga; tylko o to, jak się po niej idzie. (więcej…)

O krecie i jego znajomości astrofizyki, czyli słów parę o milczeniu…

Pewien mistrz duchowości zaczynał formację uczniów tak: Przede wszystkim trzymajcie szczękę luźno. Co to ma do życia modlitwy? A to, że do modlitwy można przystępować różnie. W napięciu albo w wyciszeniu, w nerwowej drżączce albo w uspokojeniu. To pierwsze zdarza się szczególnie wtedy, kiedy modlitwa zwraca się wprawdzie do Boga, ale skoncentrowana jest na nas samych i naszych sprawach. To drugie, kiedy chcemy po prostu być przy Nim, być w relacji z Nim, być dla Niego. (więcej…)

O wańce-wstańce, czyli o sercu, które jest jedno, a jego lokatorów nieraz wielu

Nakłoń me serce do twoich napomnień, a nie do zysku (Ps 119,36).

Pierwsze pytanie: A nie można by mieć i jednego, i drugiego? Zabiegać o jedno i drugie? I o pobożność, i o zysk doczesny? Czy to by nie było idealnie? No oczywiście, nie ma mowy o tym, żeby wykorzystywać pobożność dla zysku: Chrystus bardzo wyraźnie potępił takich, którzy modlą się na pokaz, żeby zyskać autorytet, lub pod pozorem modlitwy objadają domy wdów. Więc powiedzmy, że pilnowalibyśmy się bardzo starannie, żeby z pobożności zysku nie czerpać. Nie demonstrować jej, nie udawać bardziej uduchowionych niż jesteśmy. Ale z tym  zastrzeżeniem – czyż nie można iść równolegle dwiema ścieżkami, dążyć do dwóch celów na dwóch zupełnie oddzielnych płaszczyznach? (więcej…)

„Petronela” i „Marcybella”, czyli życie zakonne pół żartem pół serio

Perypetie, zachowania, dialogi, gesty, a nawet bardzo osobiste przemyślenia tytułowych mniszek Petroneli i Marcybelli pomogą nam zobaczyć życie monastyczne takim jakim jest, po prostu, a więc utkane nićmi codzienności, zwykłości, naturalności. Słowem, człowiek w klasztorze. Psalm 119 stał się tłem dla opisywanych zdarzeń z życia bohaterek i ostatecznym puntem odniesienia dla przesłania, które siostra Małgorzata zawarła w książkach. Pewnie znowu znajdą się i tacy, którzy powiedzą o Autorce, że jest kwaśna jak cytryna, bo tym razem trochę „oberwie” się nam, siostrom zakonnym. Jednak czy ukazywanie prawdy o pięknie człowieka domaga się pomijania kwestii nieraz trudnych, bo o naszych wadach? Bez tego taki obraz byłby zakłamany, bo raz że niepełny, a dwa nieuczciwy. (więcej…)

Nowa książka naszej siostry Małgorzaty Borkowskiej – „Ryk Oślicy”

„To ma być moja odpowiedź w dyskusji, którą wywołała książeczka Oślica Balaama”– tymi słowami nasza siostra Małgorzata  (gdzieniegdzie znana bardziej jako „Niedźwiedź”) rozpoczyna swoją najnowszą książkę Ryk Oślicy. Kolejny apel do duchownych panów. Kolejna, i znowu niewielka objętościowo, książka jeszcze dobitniej wkłada nam do ręki klucz do sposobu przeżywania wiary i mówienia o niej (i to nie tylko z ambony) – osobiste zauroczenie Osobą Boga Trójedynego. Siostra ponownie apeluje: Bóg nie po to objawia nam coś o Sobie, żebyśmy tę wiedzę wyrzucili do kosza między śmieci, ale żebyśmy ją rozważali, kochali i robili z niej podstawę naszej relacji do Niego; a tym samym także naszego postępowania wobec ludzi. W tej kolejności! Moralność musi płynąć z ukochania Boga (…). (więcej…)

„Bo z łaski spotyka nas Królestwo Boże na drodze naszego życia. A to, że dajemy zań wszystko, to ostatecznie jest niewiele…”

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją (Mt 13,44–46)

Te dwie króciutkie przypowieści mają wspólny temat: jest nim pouczenie o wartości Królestwa Bożego. (więcej…)

Jak gustowny wazon. O chorale gregoriańskim…

Myślę, że to najbardziej pokorny rodzaj muzyki. Pokorny, bo cały oddany na służbę Słowu Bożemu i Liturgii. I w tej pokorze tkwi jego wdzięk i delikatne piękno. Jak gustowny wazon, w którym stawia się bukiet kwiatów na stole: wszyscy zachwycają się kwiatami, a w wazonie chodzi o to, by dobrać taki jego kształt i kolor, by podkreślał, uwypuklał piękno kwiatów. (więcej…)